• image
  • image
  • image
Previous Next

     

      Opracowanie niniejsze nie ma charakteru ściśle naukowego, jest raczej refleksją i przypomnieniem pewnych spraw i postaci, powinno też stać się dla nas punktem wyjścia dla osobistej i wspólnotowej refleksji dotyczącej naszego eklezjalnego i pallotyńskiego „dziś” i „jutro”. Jednym z głównych źródeł którymi posiłkowałem się zwłaszcza przy części trzeciej jest pallotyński „Liber mortuorum” oraz „Leksykon polskich pallotynów (1915-2012)” wydany w Ząbkach w 2013 roku, a także materiały sekretariatu Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem oraz Archiwum Prowincji Chrystusa Króla.

I.
13 maja 1917 roku krótko po godzinie 17.00 pogodne niebo na doliną Cova da Iria przeszyte zostało błyskiem i hukiem grzmotu. Znamy dalszy ciąg wydarzeń: „Jestem Matką Bożą Różańcową, przyszłam was prosić, byście odmawiały różaniec”. Świat drgał wtedy w konwulsjach I wojny światowej. Oprócz wyniszczającej wojny, okrutnego prześladowania Kościoła w Meksyku, czas próby przechodził także Kościół w rządzonej przez masonerię Portugalii, zaś sąsiednią Hiszpanię czekała okrutna wojna domowa roku 1936 i lat następnych, a jej bezpośrednim podłożem stały się próby zaprowadzenia w tym kraju ustroju de facto stalinowskiego i krwawe prześladowania katolików. Maryja prosiła o oddanie świata i Rosji Jej Niepokalanemu Sercu, ostrzegając przed nieszczęściami, które w przeciwnym razie wyjdą z niej na cały świat, a ludzkość odrzucająca pokutę i powrót do Boga pogrąży się w wojnie jeszcze okrutniejszej. Wiemy, że świat, niestety się nie nawrócił, Rosja nie została oddana Sercu Matki, nowa fala obłędnego bezbożnictwa rozlała się szeroko po świecie przynosząc niewyobrażalne cierpienia całym narodom a przepowiedziana przez Maryję wojna wybuchła. Na głęboki i pustoszący Europę i cywilizację euroatlantycką kryzys moralny lat 60. ubiegłego wieku nałożył się także kryzys w Kościele posoborowym czyniąc zeń jak określił to Dietrich von Hildebrandt „spustoszoną winnicę”. Trzeba dziś zadawać sobie pytanie, jak to się stało, że prośba Maryi o oddanie przez papieża świata i Rosji Jej Niepokalanemu Sercu w łączności i razem z biskupami całego Kościoła tak późno doczekała się realizacji? Na apel Maryi odpowiedzieli biskupi portugalscy już w 1930 roku, w 1946 roku uczynił to Episkopat Polski.
Pierwszym papieżem, który dokonał aktu poświęcenia za pośrednictwem radia w Boże Narodzenie 1942 roku był sługa Boży papież Pius XII. To oddanie nie spełniało jednak warunków podanych przez Maryję. Pius XII oczekujący obecnie dnia swej beatyfikacji to obok św. Jana Pawła II najbardziej maryjny papież naszej epoki, papież dogmatu o Wniebowzięciu, papież, który dwukrotnie miał doświadczyć w 1950 roku cudu słońca w ogrodach watykańskich, ponadto erudyta i mistyk który, a wiemy to z ust jego Sekretarza Stanu msgr Tardiniego, w 1955 roku w czasie choroby doświadczył wizji Chrystusa mówiącego mu o kryzysie jaki przeżyje Kościół po jego śmierci. Zadziwia swoista „niemoc” kolejnych papieży w wypełnieniu woli Maryi. Optymistycznie nastawiony do świata „dobry papież” Jan uznając, że objawienia nie dotyczą jego pontyfikatu jakby wzbraniał się przed publikacją niezbyt optymistycznych ostrzeżeń Maryi, chociaż ustanowił 13 maja dniem wspomnienia Matki Bożej w Fatimie i ustami swego legata zachęcał do korzystania z bogactw orędzia. Bł. papież Paweł VI przybył na krótko do Fatimy w 1967 roku, nie spotkał się jednak na prywatnej rozmowie z siostrą Łucją, pomimo jej gorącego pragnienia. Zauważmy, że Sobór Watykański II odbywał się w okresie, w którym realizowały się już ostrzeżenia z Fatimy: „błędy z Rosji” rozszerzały się na świat, środkowa Europa zdradzona przez wiarołomnych sojuszników znalazła się w orbicie wpływów sowieckich, komunizm w wydaniu sowieckim obejmował swoimi mackami coraz mocniej wiele krajów Trzeciego Świata, a od 1949 roku najludniejszy kraj na świecie, Chiny stał się ostoją komunizmu w wydaniu maoistowskim.
Także na Zachodzie wszelkie odmiany marksizmu kwitły na uniwersytetach, w sztuce i mediach, a partie komunistyczne we Francji i Włoszech rosły w potęgę. Wydawało się, że komunizm staje się realnością, która będzie towarzyszyć światu przez bliżej niekreślony czas. Z tego powodu zaczęto w pewnych kręgach politycznych i kościelnych forsować pogląd o konieczności ułożenia modus vivendi z Moskwą oraz jej satelitami. Czy jednak nie decydowano się na płacenie zbyt wysokiej ceny za iluzję normalizacji? Oto bowiem na dwa lata przed rozpoczęciem Soboru w swej rodzinnej miejscowości umarł przebywający tam w areszcie domowym 61 letni abp Zagrzebia dziś już błogosławiony, kard. Aloisius Stepinac. Gdy trwał Sobór, w amerykańskiej ambasadzie w Budapeszcie przebywał ciągle na prawach azylu prymas Węgier kard. Jozsef Mindszenty, Kościoły Europy Wschodniej i Chin w różnym stopniu, ale jednak, przeżywały ucisk i prześladowanie. Trudno w dokumentach soborowych znaleźć jakikolwiek ślad choćby odruchu solidarności z prześladowanymi. Próba wniesienia tego tematu pod obrady Soboru została zablokowana. Po latach dowiedzieliśmy się o umowie zawartej w Metzu w 1962 roku na mocy której Patriarchat Moskiewski zgodził się przysłać na obrady swoich przedstawicieli pod warunkiem, że problem komunizmu w ogóle nie będzie na Soborze podnoszony. W późniejszych latach okresu posoborowego czas również jakby nie sprzyjał Fatimie, a dyplomacja watykańska naiwnie traktując komunistów jako poważnego i wiarygodnego partnera chcąc nie chcąc de facto sankcjonowała trudne położenie Kościołów lokalnych w Europie Wschodniej. Można też nieco żartobliwie powiedzieć, że i Matka Boża na Soborze i po nim nie miała lekko. Wiele episkopatów z niemieckim na czele blokowało uchwalenie dokumentu Maryjnego, jako szkodzącego dialogowi ekumenicznemu, ostatecznie znalazł się on w konstytucji „Lumen Gentium” jako jej część, a tytuł Maryi Matki Kościoła bł. Paweł VI ogłosił niejako „z zaskoczenia” pod koniec Soboru, stawiając przeciwników tego tytułu przed faktem dokonanym.
Kluczowy okazał się dopiero pamiętny 13 maja 1981 roku. Dziś wiemy, że papież nie miał prawa przeżyć tego zamachu! Tego dnia późnym wieczorem na pasku sunącym na ekranie II programu TVP można było przeczytać: „Stan Jana Pawła II jeszcze bardziej się pogorszył – powiedział rzecznik Watykanu Joaquin Navarro Valls”. I zaraz następna wiadomość: „tej nocy Chrystus szeroko otworzy drzwi papieżowi – powiedział abp Angelo Comastri, wikariusz generalny Państwa Watykańskiego”. Najpierw zdumiewano się, że papież przeżył, a potem cały Watykan był przekonany, i było to przekonanie jak najbardziej racjonalne, że papież nie przetrwa operacji trwającej, jak pamiętamy, od ok. godz. 18.00 do prawie 2.00 w nocy. Kiedy jednak ocknął się i doszedł jako tako do siebie poprosił o całą dokumentację dotyczącą Fatimy. Dalsze koleje sprawy już znamy: wizyta rok później w Fatimie i jego słowa o tym, że jedna ręka strzelała a inna prowadziła kulę a potem 25 marca 1984 roku i oddanie Rosji i świata Niepokalanemu Sercu Maryi, dokonane, w zgodzie z Jej pragnieniem jak miała stwierdzić siostra Łucja. Warto wszakże nadmienić, że także co do ważności tego oddania wielu ma do dziś wątpliwości.
Obawiam się, że świat nie przejął się Fatimą, a i w Kościele nie wszędzie i nie zawsze ma ona należne miejsce, o czym jeszcze nieco później. Może zdumiewać obsesja z jaką dziś tworzy się rzeczywistość w oparciu o swoisty anty dekalog. Europa a poniekąd i inne obszary strefy euroatlantyckiej stają się duchową pustynią po której hula wiatr niepohamowanej konsumpcji, nihilizmu, wszelkich perwersji i demoralizacji. Różne są tego przyczyny, ale w kontekście Fatimy warto zadać pytania o to czy bł. Paweł VI, św. Jana Paweł II i Benedykt XVI nie pozostawali w trudnych sytuacjach zbyt osamotnieni? Ileż wycierpiał Paweł VI za „Humanae Vitae”, ileż gromów znieśli jego następcy: św. Jan Paweł II za „Veritatis splendor”, „Evangelium Vitae” i “Familiaris consortio”, Benedykt XVI za wskazywanie na niebezpieczeństwo dyktatury relatywizmu czy za próby powrotu do zamysłu Soboru i przywrócenia świętej liturgii sacrum, duchowej głębi i dostojeństwa?

II. W tym kontekście przyjrzyjmy się stronie duchowej wydarzenia jakim jest Fatima. Objawienia Maryi poprzedzone zostały parokrotnym zjawieniem się dzieciom Anioła, który przedstawił się jako Anioł Pokoju i Anioł Portugalii. Przypomniał nam tym samym prawdę o Bożej Opatrzności. Ma On bowiem jasną misję, posłanie: ochronę pokoju i konkretnych krajów. Nie jesteśmy na tej ziemi pozostawieni własnemu losowi. Druga uwaga: Anioł przyniósł dzieciom najwspanialszy dar – Ciało i Krew Pańską, skłaniając się głęboko w akcie adoracji. Ta jego postawa jest wezwaniem skierowanym w naszą stronę. To Eucharystia jest sercem życia Kościoła i naszej duchowej przestrzeni, to nią mamy się posilać na co dzień, aby trwać w nieustającej komunii z rozmiłowaną w nas Trójcą Przenajświętszą. To do przyjmowania Eucharystii wezwie Maryja w akcie nabożeństwa pięciu pierwszych sobót, po to byśmy skutecznie zwalczali grzech i byli jedno z Bogiem. W posłaniu fatimskim uświadamia nam, że u początku osobistego i społecznego dramatu człowieka i ludzkości leży grzech, a więc bunt przeciw Bogu i odrzucenie Jego miłości. To stąd wzięły się dramaty ludzkości, te współczesne Fatimie i te późniejsze. Tzw. świat jest dziś areną bezpardonowej walki z Bogiem, szczególnie w kręgu naszej cywilizacji, choć nie tylko. Prof. Rocco Butiglione mówił swego czasu o swoistej „chrystofobii” zalewającej dziś Europę. Celną diagnozę sytuacji stawiał wiele razy św. Jan Paweł II, by przypomnieć chociażby jego słowa z homilii na Agrykoli w 1991 roku. Papież mówił wówczas: „… z biegiem czasu, zwłaszcza w tak zwanych czasach nowożytnych, Chrystus jako sprawca ducha europejskiego, jako sprawca tej wolności, która w nim ma swój zbawczy korzeń, został wzięty w nawias i zaczęła się tworzyć inna mentalność europejska, mentalność, którą krótko można wyrazić w takim zdaniu: „Myślmy tak, żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał”. Mamy dziś do czynienia ze zjawiskiem swoistego zbiorowego opętania i buntu człowieka przeciw Bogu. Czy ten odgłos buntu może być zrównoważony różańcem milionów serc wiernych Ewangelii? To prawda, że na ziemskim globie nieustannie sprawuje się także Msza Święta, ale…
Maryja zjawiła się w Fatimie z programem uzdrowienia ludzkich serc jako warunku pokoju, ale nade wszystko, by przypomnieć o istnieniu piekła – stanu i miejsca przerażającego i straszliwego bo będącego totalną odwrotnością świata Boga. Jak przerażające to miejsce? Wystarczy posłuchać tego co miały do powiedzenia dzieci po lipcowym widzeniu, można doczytać jeszcze siostrą Faustyną, wgłębić się w Ewangelię i Apokalipsę. Przeżywając doczesność poza Bogiem, człowiek wybiera tym samym wieczność bez Boga, wieczność głodu miłości, ciepła, bliskości. Kto dziś kwestionuje istnienie piekła i szatana kwestionuje cały sens Bożego Objawienia i czyni z samego Chrystusa – Prawdy Odwiecznej nosiciela Nie-prawdy, który odgrywa przed nami jakieś bezsensowne przedstawienie. Maryja uświadamia nam jak skutecznie grzech niszczy więzi człowieka z Bogiem, jak bardzo go degraduje grożąc usankcjonowaniem przez Stwórcę naszego wyboru. Wielu nie zdaje sobie z tego sprawy i podąża ową „szeroką drogą” ku przepaści. Dlatego to oni są nade wszystko przedmiotem szczególnej troski Boga i dlatego o nich przede wszystkim mówi Maryja każąc modlić się na różańcu za „biednych grzeszników”. Powiedział ktoś, że Maryja w Fatimie nie mówi nic o globalnym ociepleniu i zaśmiecaniu planety, ale właśnie o piekle, w kontekście którego właściwych wymiarów nabiera prawda o miłosierdziu, które nie jest unieważnieniem piekła i afirmacją grzechu, ale wyjściem Boga naprzeciw grzesznika, którego chce ratować. Tylko, że grzesznik też musi chcieć.
Najważniejsze przesłanie Fatimy to jednak to, które otrzymała Łucja już w czasie pobytu w klasztorze w Pontevedra w 1925 roku. Zawiera ono prośbę o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Maryja łączy z nim zapewnienie zbawienia temu kto tę formę pobożności praktykuje, oraz tym za których jest to nabożeństwo ofiarowane. Przypomnijmy jego warunki: spowiedź z intencją wynagradzającą za grzechy przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi, komunia święta, odmówienie pięciu tajemnic różańca i piętnastominutowe rozważanie ich bądź jednej z nich z intencją wynagrodzenia. Tym nabożeństwem winniśmy wyrażać nasze współczucie Niepokalanemu Sercu Maryi i odprawiać je z tego względu, a nie przede wszystkim z myślą o własnych korzyściach. Oczywiście nabożeństwo nie ma żadnej mocy magicznej. Ma być naszym świadomym przylgnięciem do Maryi a wraz z Nią do Jezusa. Jest nadto otwieraniem duchowej przestrzeni ze strony człowieka na działanie łaski Bożej. Rolą kapłanów jest formowanie wiernych w tym duchu a nie zastanawianie się nad sensem nabożeństwa i jego celowością. Pozwólmy Bogu i Maryi mieć swoje tajemnice. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót jest wynagrodzeniem za bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi, Jej Dziewictwu, jej Bożemu Macierzyństwu i nieuznawaniu Jej za Matkę ludzi, także za wpajanie w serca dzieci obojętności, pogardy oraz odrazy do Niej jako Niepokalanej Matki, oraz za znieważanie Jej w świętych wizerunkach.
Maryja sama mówi, że na koniec Jej Niepokalane Serce zatryumfuje. Ale - czy różne oblicza dramatu świata i cierpień kolejnych papieży to aby nie odcienie wizji dzieci fatimskich i dramatu, który może jednak nieuchronnie wiedzie nas ku owemu drewnianemu krzyżowi na szczycie góry z wizji fatimskich dzieci? Bo przecież nie jest tak, że Fatima znalazła już swoje ostateczne wyjaśnienie i finał. Ujawnienie przez Stolicę Apostolską III tajemnicy fatimskiej było dopełnione jej interpretacją, ale tylko interpretacją, a nie definitywnym zakończeniem sprawy. Mówił o tym Benedykt XVI w Fatimie: „byłoby wielką naiwnością twierdzić, iż prorocze posłanie Fatimy już się urzeczywistniło…”. Orędzie nie dotyczy tylko doczesności, prześladowanego Kościoła, ocalonego papieża, ale sięga dalej i głębiej o czym za chwilę.
Trzeba w tym miejscu choćby jednym zdaniem wspomnieć o objawieniach Matki Bożej w Akita w dalekiej Japonii na początku lat 80. ubiegłego wieku. Objawienia te, zatwierdzone jako autentyczne przez biskupa miejsca, kard. Ratzinger nazwał bowiem dopełnieniem Fatimy, zaś ich wiarygodność określił jako nie podlegającą dyskusji. Biskup Leirii Cosma do Amaral podkreślał często, że III tajemnica fatimska dotyczy kryzysu wiary, a ten może być gorszy niż wojna atomowa, gdyż oznacza wieczne potępienie ogromnej liczby ludzi. O takim kryzysie i związanymi z nim podziałami wewnątrz Kościoła, oraz o głębokim kryzysie duchowieństwa wszystkich szczebli mówiła Maryja w Akita. Jakie są znamiona tego kryzysu? Kiedy studiuje się przebieg ostatniego Soboru i okresu tuż po nim trudno oprzeć się wrażeniu iż cechował go swoisty, przejęty z epoki Oświecenia, optymizm który następnie przeszedł wręcz w euforię, by zakończyć się rozczarowaniem i niepokojem o przyszłość Kościoła. Dał temu wyraz już w 1967 roku Henri de Lubac, a w sposób dramatyczny zasygnalizował problem bł. Paweł VI w swej homilii w uroczystość świętych apostołów Piotra i Pawła w 1972 roku. Papież głęboko poruszony powiedział wtedy m.in.: „odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana. Jest nim zwątpienie, niepewność, zakwestionowanie, niepokój, niezadowolenie, roztrząsanie. Brak zaufania do Kościoła./…/ Należało sądzić, że po Soborze słońce zajaśnieje nad Kościołem, zamiast słońca mamy chmury, burze, ciemności, szukanie, niepewność. Sądzimy, że sprawiła to nieprzyjazna moc. Jej imię jest szatan”. W podobnym duchu mówił Jan Paweł II 6.02.1981r.: "Trzeba realistycznie przyznać z głębokim i niełatwym zatroskaniem, że dzisiejsi chrześcijanie, w wielkiej części, czują się zagubieni, zmieszani, niepewni a nawet rozczarowani. Rozpleniły się szeroko idee sprzeczne z Prawdą objawioną i od zawsze nauczaną; rozprzestrzeniły się prawdziwe i rzeczywiste herezje na polu dogmatycznym i moralnym, budząc wątpliwości, zamęt, bunty; wypaczono liturgię. Pogrążeni w relatywizmie intelektualnym i moralnym, a zatem i w permisywizmie, chrześcijanie kuszeni są ateizmem, agnostycyzmem, podejrzanym moralnie iluminizmem, chrześcijaństwem socjologicznym bez ustalonych dogmatów i bez obiektywnej moralności". Ostatniego dnia roku 1993 w kościele św. Ignacego Loyoli w Rzymie, Jan Paweł II mówił tak: "Antychryst jest wśród nas. Początek nowego roku otwiera horyzonty, które choć nie pozbawione przebłysku światła, są mroczne i groźne, nie możemy przymykać oczu na to, co nas otacza. Musimy nazwać po imieniu złego. Nie możemy przeoczyć faktu, że wraz z kulturą miłości i życia na świecie rozpowszechnia się inna cywilizacja, cywilizacja śmierci, będąca bezpośrednim dziełem szatana i stanowiąca jeden z przejawów zbliżającej się Apokalipsy”. (cytaty za Forum Tradycji Katolickiej, „Swąd szatana”, dostęp 12.04.2017). Czy od tego momentu sytuacja uległa poprawie czy pogorszeniu? Jeśli przyjąć, że objawienia „drugiej Fatimy”, a mam na myśli Akita, są autentyczne to nie mamy powodu do optymizmu. Czy Kościół, szczególnie na zachodzie Europy, nie płaci dziś ceny za zagubienie proporcji w angażowaniu się w to co świeckie i to co duchowe, w to co ziemskie i co niebieskie, czy aby nie przestał być Kościołem odważnego świadectwa? Sądzę, że tak i że płaci za to cenę nie do oszacowania, stając się przestrogą dla nas tu, w Polsce.
Oto np. w Belgii katolicki naukowiec na katolickiej uczelni użył w kontekście aborcji słowa „morderstwo”. Oburzeni studenci donieśli gdzie trzeba i katolicki uniwersytet odciął się od swego naukowca, który rzekomo miał wystąpić przeciw systemowi wartości reprezentowanemu przez tenże Uniwersytet. Od wspomnianego naukowca ustami swego rzecznika odciął się także belgijski episkopat. W jego obronie, o ile wiem, nie stanął nikt. Więc gdzie my jesteśmy? Święty Jan Paweł II w p. 73 „Evangelium Vitae” aborcję i eutanazję nazywa jeszcze ostrzej, określając je mianem zbrodni. Co takiego zmieniło się w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat, że na katolickim z nazwy uniwersytecie miejsce naukowego dyskursu zajmuje nagonka i piętnowanie? Gdy w 2008 roku Benedykt XVI ochrzcił znanego włoskiego publicystę, muzułmanina Magdi Allama, wywołało to kontrowersje także w świecie katolickim. To już nie wolno chrzcić i nawracać? Spotykamy się w tej kwestii z wieloma przejawami nowomowy, która jednocześnie zdumiewa i przeraża. Niedawno jeden z zakonów opiekujących się w Belgii chorymi dopuścił w swoich ośrodkach eutanazję. Gdy generał zakonu wyraził wobec tego faktu zdecydowany sprzeciw, zakonników poparł… biskup Antwerpii. Pytam więc, czy przypadkiem Maryja nie ma dziś z synami i córkami Kościoła swego Syna większego kłopotu niż z resztą grzesznego świata? Zdumiewać może jedynie godny lepszej sprawy upór z jakim wielu stara się bagatelizować obecny stan rzeczy oraz zagrożenia płynące także z wnętrza samego Kościoła. Na tym tle zwracam uwagę na orędzie fatimskie mówiące o tym że w Portugalii zawsze będzie zachowany dogmat wiary. Trudno więc nie zadawać sobie pytania: a w Polsce… a w Rzymie? Oraz – jak i po co mówić o Fatimie, jeśli uznałoby się za prawomocny pogląd, że potępienie wieczne jest sprzeczne z logiką Ewangelii?

III. Na tym tle ostatni nasz „aspekt”, czyli część pallotyńska. Rozwój kultu fatimskiego i znajomość orędzia Maryi w Polsce dokonał się z aktywnym udziałem polskich pallotynów. Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego powstałe pod szczególną opieką Maryi Królowej Apostołów nosiło w sobie nieustannie rys Maryjny z wielką czułością podkreślany i pielęgnowany przez św. Wincentego Pallottiego i tak bardzo widoczny w jego pismach. Ustawy Stowarzyszenia poprzedzające obecne Prawo w p. 123, par. 3 zalecało jego członkom „szczególne nabożeństwo do Niepokalanej Dziewicy Maryi, Królowej Apostołów, której opiece Stowarzyszenie oddało się od samego początku”. Nic więc dziwnego, że nasi współbracia przepojeni duchem maryjności włączyli się aktywnie w propagowanie orędzia fatimskiego. Na pierwszym miejscu trzeba tu wspomnieć ks. Leona Cieślaka, potem w kolejności ks. Stanisława Czaplę, przełożonego prowincjalnego w latach 1947-1959, ks. Edmunda Boniewicza, oraz ks. Mirosława Drozdka. O tych współbraciach chcę powiedzieć parę słów więcej; potrzeba jednak, by w dyskusji o wkładzie pallotynów w rozwój kultu fatimskiego padły także nazwiska księży: ks. Stanisława Kuracińskiego, ks. Józefa Kołodziejczyka, ks. Józefa Stecza, ks. Józefa Krzeskiego, ks. Stanisława Piaskowego, ks. Stanisława Jojczyka i ks. Stanisława Wojtyły. Trudno też nie wspomnieć zmarłego niedawno a propagującego orędzie fatimskie niemal do ostatnich dni ks. Feliksa Folejewskiego.
W tej grupie poczesne miejsce zajmuje ks. Leon Cieślak, urodzony w roku 1914 i zmarły tragicznie w roku 1953. Student psychologii i pedagogiki na tajnych kompletach UW zakończonych normalnymi studiami na UJ, duszpasterz inteligencji, nauczycieli i młodzieży w Krakowie, Poznaniu i Częstochowie. To on miał być inicjatorem powstania ośrodka Miłosierdzia Bożego w Częstochowie. W 1952 roku został mistrzem nowicjatu i na tym stanowisku zastała go śmierć w nurtach Wisły. Ten głęboko maryjny kapłan, przepojony także ideami ruchu szensztackiego, nadto gorliwy i głęboki duszpasterz stoi u zarania rozwoju kultu fatimskiego w Polsce jak i Apelu Jasnogórskiego, którego ideę szerzył na tajnych kompletach w czasie wojny zalecając modlitwę właśnie o 21.00. Gdy w 1946 roku nabierała kształtu idea poświęcenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi włączył się w to dzieło całym sercem wspomagając kard. A. Hlonda jako członek zespołu przygotowującego poświęcenie. Po jego dokonaniu organizował w pierwsze soboty miesiąca czuwania wynagradzające na Jasnej Górze, propagował też nabożeństwa w duchu fatimskim. Jego dziełem jest także książeczka „Ofiarowanie Polski Niepokalanemu Sercu Maryi”. Książeczka zawiera modlitwy do Matki Bożej, które należało odmawiać przy okazji modlitw wieczornych. Pisał w niej: „Serce Maryi jest symbolem Jej Najświętszego Ducha Miłości, ogniskiem najdoskonalszego współżycia z Bogiem. Do niej mógł Archanioł powiedzieć: „Łaski pełna, Pan z Tobą…”. Serce Niepokalane jest upomnieniem i przestrogą dla ludzkości z powodu ohydnych brudów i nieładu w życiu jednostek i wspólnoty./…/ Tylko serce wolne od nieuporządkowanych przywiązań zdolne jest wstąpić na wyżyny życia Bożego./…/ Matka Najświętsza wzywa wszystkie serca ofiarne na ratunek Ojczyzny, świata/…/ Ojcowska Opatrzność daje nam w Sercu Matki Miłosierdzia potężną pomoc w pracy/…/
Kolejną ważną postacią jest ks. prowincjał Stanisław Czapla, urodzony w 1907 roku a zmarły w roku 1971. Po zakończeniu rządów prowincjalskich został mianowany rektorem w Kościelisku gdzie dał początek kultowi fatimskiemu budując dróżki oraz stacje różańcowe na wzór sanktuarium w Turzy Śląskiej, które było praktycznie pierwszym na ziemiach polskich, gdyż budujący się w Turzy kościół z inicjatywy proboszcza otrzymał tytuł Matki Bożej Fatimskiej. Było to w przeddzień 30. rocznicy objawień 12 maja 1947 roku.
Ważną dla nas datą jest 11 X 1959 roku. W tym dniu abp metropolita lwowski Eugeniusz Baziak, sprawujący funkcję wikariusza kapitulnego archidiecezji krakowskiej poświęcił tu gdzie teraz się znajdujemy pallotyński dom wraz z kaplicą Niepokalanego Serca Maryi. Działalność nowego ośrodka zyskała w Polsce dość duży rozgłos co sprawiło, że 6 X 1961 roku prymas Stefan Wyszyński ofiarował mu figurę Matki Bożej Fatimskiej otrzymaną od biskupa Leirii. Oficjalnie kult zainicjowany został 15 X 1961 roku a figurę i stacje różańcowe poświęcił bp sufragan krakowski K. Wojtyła. Czas pomiędzy rokiem 1961 a 1987 to okres nieustannej peregrynacji figury po parafiach najpierw diecezji tarnowskiej i sandomierskiej a potem w innych. Ks. Czapla poprzez cały okres swego pobytu w Kościelisku do roku 1965 niestrudzenie towarzyszył figurze jako jej kustosz krzewiąc fatimskie orędzie Maryi. W tym okresie uformowała się także pallotyńska grupa misyjno-rekolekcyjna prowadząca rekolekcje różańcowe i propagująca ideę różańca rodzinnego, oraz nabożeństw fatimskich. Rekolekcje różańcowe, połączone z nawiedzeniem figury Matki Bożej fatimskiej trwały 3 dni i należało do nich także całonocne czuwanie dzieci, młodzieży i dorosłych wraz aktem zawierzenia parafii Niepokalanemu Sercu Maryi. Owocem rekolekcji miała być też świadoma decyzja odmawiania w rodzinach różańca za Kościół i Ojczyznę. Należeli do tej grupy kapłani o których wcześniej wspomniałem. To ich zaangażowanie i działalność przyczyniły się do ożywienia i rozwoju kultu fatimskiego. Obecnie nabożeństwa nawiązujące do orędzia Maryi w Fatimie są w wielu pallotyńskich parafiach i ośrodkach formą duszpasterstwa, która na trwałe wpisała się w życie naszych wspólnot domowych i parafialnych, zaś orędzie fatimskie obecne jest w pallotyńskim przepowiadaniu także w naszych czasach. Ks. Czapla ostatnie lata życia spędził w Wadowicach jako rektor nadal oddając się akcji rozwijania pobożności fatimskiej.
Mało znanym „fatimskim” epizodem Pallotynów są wędrówki ks. E. Boniewicza na tereny Związku Sowieckiego, a po jego upadku na terytoria wspólnoty niepodległych państw, w tym samej Rosji. Wedle relacji ks. Boniewicza ( E. Boniewicz, Drogami Fatimy na Wschód, Częstochowa 2004) inicjatorem jego wyjazdów na Wschód był w 1972 roku ks. Prymas Stefan Wyszyński, którego ks. Boniewicz był spowiednikiem. Wyjeżdżał tam przynajmniej dwa razy w roku wspierany modlitwą w kraju i doświadczający raz po raz represyjności systemu sowieckiego. Podróż trwała zwykle kilka tygodni i miała charakter duszpasterski, oczywiście na tyle na ile pozwalały ówczesne warunki. W samej Moskwie w grupie kilku osób, którym przewodził ks. Boniewicz praktykowano od roku 1975 piesze pielgrzymki z kościoła św. Ludwika na Łubiance na plac Czerwony, odmawiając różaniec i poświęcając za każdym razem plac Czerwony Niepokalanemu Sercu Maryi. Od 1980 roku te procesje mogły odbywać się już jawnie. 12 kwietnia 1990 roku ks. Boniewicz otrzymał z rąk Jana Pawła II niewielką statuę Matki Bożej Fatimskiej dla Soboru Uspieńskiego na Kremlu. Figura przekazana została władzom muzeum kremlowskiego przy obecności przedstawicieli Cerkwi i kamer telewizji moskiewskiej. Następnego dnia, za zgodą władz, ks. Boniewicz odprawił w tymże Soborze o godz. 10.00 Mszę świętą, pierwszą jak podaje, od 1922 roku. Następnego dnia w tymże Soborze odprawiono różańcowe nabożeństwo fatimskie połączone z odczytaniem aktu zawierzenia mieszkańców Związku Sowieckiego Matce Bożej. Ta owocna praca duszpasterska była kontynuowana po upadku ZSRS we współpracy z odnowioną hierarchią katolicką w Rosji. Zwieńczeniem tego apostolskiego trudu była peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej po terytorium Rosji w dniach od 18 października 1996 do 10 lipca 1997 roku. Pomysł peregrynacji poddał ks. abpowi T. Kondrusiewiczowi ks. Stanisław Kuraciński w trakcie pobytu obydwu w Fatimie. 9 lipca 1997 roku ks. Boniewicz wraz z grupą 10 wiernych i z błogosławieństwem abpa Kondrusiewicza obszedł z figurą Fatimską Kreml, a następnie ustawił ją w centrum Placu Czerwonego zawierzając Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi, i odprawiając nabożeństwo fatimskie. Mówiąc o pallotyńskim zaangażowaniu należy chociażby jednym zdaniem wspomnieć o peregrynacji figury Matki Bożej Fatimskiej w Polsce w okresie od 13 X 1995 do 13 X 1996 przeprowadzonej przy wielkim zaangażowaniu Sekretariatu Misyjnego prowincji Chrystusa Króla.
Ostatnią sprawą, którą chcę przedstawić jest miejsce, w którym się aktualnie znajdujemy oraz jego wybitnego animatora ks. Mirosława Drozdka, który dzieło zapoczątkowane przez ks. Czaplę podjął i nadał mu nowy dynamizm i pełniejsze oblicze. Ksiądz M. Drozdek urodził się 14 sierpnia 1942 roku w Zakrzewie, zmarł 25 maja 2007 roku w Zakopanem gdzie przebywał od 1979 roku. Z tym miejscem nierozerwalnie łączy się dziś jego postać, jako kustosza Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, którym został mianowany15 września 1988 roku. O rozwoju ośrodka i jego działalności wspomniałem przy okazji prezentacji sylwetki ks. prowincjała Czapli. Po przejęciu kierownictwa ośrodkiem przez ks. Drozdka orędzie fatimskie zaczęło promieniować silnie z tego miejsca choćby poprzez organizowane co roku fatimskie kongresy różańcowe, wydawanie książeczek i broszur oraz działalność organizacyjną, a z czasem stawało się coraz bardziej znane także dzięki Radiu Maryja i telewizji „Trwam”, oraz radiu „Alex”. Ważnym wydarzeniem dla rozwoju kultu fatimskiego na Krzeptówkach była koronacja Figury dokonana na placu św. Piotra przez papieża Jana Pawła II w 1987 roku.
13 maja 1981 roku miał miejsce ciąg wydarzeń związany z zamachem na życie papieża z Polski. Gdy wiadomość o zamachu dotarła na Krzeptówki, w kaplicy trwał akurat różaniec na intencje Ojca Świętego. Od tego momentu rozpoczęła się tu nieustająca modlitwa o uratowanie papieża, która trwała aż do wyjścia Jana Pawła II ze szpitala. Wtedy też w godzinie przed apelowej narodziło się postanowienie wybudowania świątyni jako wotum wdzięczności za uratowanie życia papieża, jeśli oczywiście przeżyje on zamach. Świątynia miała nosić tytuł Niepokalanego Serca Maryi. Zanim powstała materialnie jej budulcem były modlitwy i duchowe ofiary wiernych na intencję ocalenia papieża. Budowa świątyni trwała pięć lat i urosła na dwu jakże symbolicznych kamieniach węgielnych: tym z bazyliki Piotrowej na Watykanie i tym z miejsca pierwszego objawienia w Cova da Iria. Zwieńczeniem trudu była uroczysta konsekracja świątyni dokonana przez Jana Pawła II 7 czerwca 1997 roku, który przy okazji powiedział, że Sanktuarium to jest mu w najszczególniejszy sposób bliskie. Przez cały ten czas było ono miejscem nieustającej modlitwy dziękczynnej za uratowanie papieża. Orędzie Fatimskie propagowane było niestrudzenie w kraju i za granicą na falach eteru i telewizji, oraz, w ponad 20 pozycjach książkowych składających się na Bibliotekę Fatimską.
To co powiem teraz tylko na pozór nie łączy się z Fatimą. Otóż, trudno mi się mówi obecnie w Polsce o Janie Pawle II, o zamachu i trwodze Polaków. Trudno mówi mi się o tym po sławetnej „Klątwie”. Kiedy mam okazję zawsze pytam tych wszystkich, którzy wołali „kochamy ciebie” i „zostań z nami”: gdzie wyście byli gdy Nim poniewierano? I… jeśli teraz „nic się nie stało”, to kiedy się „stanie”? Tamci dobrze wiedzą co robią i po co, wiedzą jak stępiać sumienia, jak przyzwyczajać do kiczu i brzydoty oraz wychowywać nas do bezwolności. Chcecie za ileś lat płacić po 30 tys. euro kary za nazwanie zabijania nienarodzonych zbrodnią, albo pójść do więzienia za cytowanie Ewangelii?! To co się dokonało na deskach teatru ma wspólny mianownik z tym co się działo siedem lat temu na Krakowskim Przedmieściu z inspiracji mediów i polityków: pluszak rozpięty na krzyżu, wrzask: chcemy Barabasza!, oddawanie odchodów na znicze i radosny taniec w miejscu gdzie inni przeżywali swój ból, a gdzie wcześniej konali powstańcy. Taką Polskę też mamy! I nie jest to zwyczajna dzicz, to już czystej wody diaboliczność! I - to dopiero początek. Nie zapominajmy, że oddaliśmy w listopadzie Ojczyznę Królowaniu Chrystusa. Jeśli ktoś oczekiwał z tego powodu świętego spokoju to zobaczy jak się pomylił. Teraz dopiero się zacznie! Szatan pokaże co potrafi. Nie stracicie ducha? …To co się działo i co będzie się jeszcze działo wpisuje się w odwieczną walkę: nienawiści z miłością i brzydoty z pięknem. Bóg jest pięknem, Maryja jest piękna, „tota pulchra es Maria” - i ty jesteś piękny, bo Boży. A „oni” chcą nam wmówić: „wszystko jest brzydkie i brudne i ty również jesteś tak brudny jak my”. My mówimy o poczęciu i rodzeniu się człowieka jako dziecka Bożego i daru Stwórcy, „oni” używają ohydnego, bezdusznego słowa: „reprodukcja”. Ze światem tych ludzi już nie da się dialogować, tu potrzebny jest różaniec. Ktoś powiedział, że moc złych karmi się tchórzostwem dobrych. Nie przypisujmy Ewangelii taniego pacyfizmu… W jej logikę wpisany jest bój!
Sanktuarium na Krzeptówkach jest dziś najbardziej wymownym znakiem naszego pallotyńskiego zaangażowania w niesienie orędzia fatimskiego, jest też dowodem na to, że przejęliśmy się wezwaniem Maryi, mimo że „tu i tam” słychać głosy, że Fatima, podobnie jak Miłosierdzie Boże to nie „nasz” charyzmat. „Tu i tam” chętnie szuka się charyzmatu niemal z lupą przy oku, niekiedy przez całe życie w nieustających sporach i dyskusjach, zjazdach i sympozjach, zapominając że, jak wołał św. Franciszek Ksawery, „dusze giną!”. A przecież zbawienie dusz to integralna część zawołania naszego Świętego Założyciela. Nasze Prawo zaleca nam odkrywać znaki czasu i odpowiadać na nie. Czyż Fatima nie jest takim znakiem i czy ze swoją troską o dusze nie łączy się w jedno z pragnieniem św. Wincentego, które jest przecież pragnieniem samego Chrystusa, Apostoła Ojca Przedwiecznego? Obecna działalność sanktuarium, a szczególnie aktywność i gorliwość jego Sekretariatu Fatimskiego wraz z trwającą Nowenną to kolejny rozdział, który pozostawiam już innym. Na koniec warto zadać sobie pytanie i o to, czy i na ile orędzie fatimskie jest bliskie każdemu z nas oraz czy i na ile nim żyjemy. Jedną z odpowiedzi na to pytanie będzie na przykład ta, ile razy w swoim życiu odprawiłem/am nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca?

SANKTUARIUM NA ŻYWO

Figury z Fatimy

tel. 18 20 13 979 wew. 119  (9.00-16.00)

INTENCJE MSZALNE

Porządek nabożenstw

 

MSZE ŚWIĘTE

Niedziele – godz. 7.00, 8.30, 10.00, 11.30, 17.00, 19.00

Dni powszednie – godz. 7.00, 19.00

Msza Święta w intencji

Ojca Świętego i Kościoła – godz. 12.00

 

NABOŻEŃSTWA – CODZIENNIE

Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego

– godz. 15.00

Różaniec – godz. 18.30

Apel Maryjny – godz. 21.00

 

FATIMSKIE UROCZYSTOŚCI

Czuwania Fatimskie – 13-ty każdego miesiąca od maja do października.

Początek – godz.18.30

Niedziele Fatimskie – pierwsza niedziela po 13-tym każdego miesiąca; od maja do

października. Początek – godz. 10.00 –

procesja różańcowa.

Pierwsze Soboty Miesiąca – przez cały rok

– od godz. 18.30

 

SAKRAMENT POKUTY

Dni powszednie – godz. 9.00 – 13.00, 15.00 – 18.00

oraz w czasie każdej Mszy św.

Niedziele i święta – w czasie każdej Mszy św.

 

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

W kaplicy Niepokalanego Serca Maryi,

w dni powszednie – godz. 15.00 – 18.00

Polecamy

 

 

 

Słowo Boże na dzisiaj

źródło: www.niedziela.pl

1% dla Sanktuarium

Program do rozliczania PIT 2013 online - e-pity 2013